Muszę na wstępie zaznaczyć, że nie cierpię na żadną ciężką chorobę oraz nie przyjmuję stałych leków. Jednak jak większość z nas mam swoje większe i mniejsze dolegliwości.

Mam kilka motywacji do głodowania. Pierwszą jest dogłębne oczyszczenie organizmu, które bez pomocy z zewnątrz w obecnym świecie i stylu życia nie jest według mnie możliwe ( wcześniej to wyjaśniłem ). Drugą moją motywacją jest zmiana nawyków żywieniowych. A trzecią motywacją jest poprawa stanu zdrowia i wyleczenia dolegliwości.

Opiszę swoje dwie ostatnie głodówki, które miały miejsce na przełomie maja i czerwca 2019 oraz w styczniu 2020. Pierwsze była 11 dniowa, druga 10 dniowa obie zakończone po pierwszym przełomie kwasiczym.

I Głodówka

  • Facebook
  • Twitter
  • 1-3 Dzień. Odczuwałem bezsilność, niemoc głównie w rękach. Odczuwałem niepokój, mięśnie mi się trzęsły a trzeciego dnia doszło uczucie zimna i brak możliwości zagrzania się. Noce nieprzespane spokojnie, przebudzałem się. Głód był chociaż spodziewałem się większego.
  • 4-5 Dzień. Obudziły mnie dwa silne bóle w okolicach wątroby, potem w ciągu dnia mdłości miałem i niesmak w ustach. Głód praktycznie zniknął. 5 dnia miałem bóle nóg jak przy zakwasach
  • 6 Dzień. Piłem tyle co zazwyczaj 2-2,5 litra wody, lecz mimo to oddałem przez cały dzień tylko dwa razy mocz. Dodatkowo zdziwiła mnie bardzo barwa moczu, taka czerwono brązowa? Zapach odrażający. Było to tylko jednorazowo, potem kolor wrócił do normy. Szkoda, że nie miałem pojemnika to zobaczyłbym w badaniach co tam mogło być. Głodu brak, samopoczucie bardzo dobre.
  • 7-9 Dzień. Czuję się jeszcze lepiej jak wczoraj, dziwne pulsowanie po lewej stronie poniżej pępka odczuwam. Reszta bez zmian.
  • 10-11 Dzień. Jasność umysłu znikła, jestem zamroczony i otępiały. Jakieś guzki na podniebieniu się pojawiły. 10 dnia język obłożony jak nigdy, czuję się beznadziejnie.

Ta głodówka nie miała silnie zaznaczonego przełomu kwasiczego ( jak każda zresztą z moich ). Wychodziłem na rozcieńczonym soku z grejpfruta, potem z marchwi i jabłka. W trzecim dniu wyjścia zacząłem jeść miąższ z grejpfruta i ugotowane warzywa. Czwartego dnia wyjścia wypróżniłem się po raz pierwszy od dwóch tygodni, czymś czarnym jak smoła. Potem już się to nie powtórzyło. Do normalnego jedzenia wróciłem 7 dnia, czyli wcześniej niż się zaleca lecz nie miało to negatywnego wpływu. Pozytywne było to, że oprócz stracenia kilku kilogramów i centymetrów, obniżyła mi się bilirubina z 1,17 na 0,63. Stawy przestały mnie boleć a skóra stała się odpowiednio nawilżona. Niestety objawy typowe dla przerostu candidy jedynie złagodniały, lecz z tym się liczyłem mając równocześnie nadzieje, że zmiana nawyków pomoże mi w walce o przywrócenie równowagi w przewodzie pokarmowym. 

II Głodówka

  • Facebook
  • Twitter
  • 1-3 Dzień. Odcięcie energii, sen niespokojny nawet bardziej niż w poprzedniej głodówce. Pod prysznicem muszę robić sobie przerwy w myciu głowy tak mnie ręce bolą. Drżą mi mięśnie, a pierwszego dnia miałem na wieczór mocne tętno, czułem jak mi waliło (chociaż ciśnieniomierz niczego szczególnego nie wykazał). Głód jest chociaż nie jakiś straszny.
  • 4-6 Dzień. Głodu już nie ma, łydki bolą oraz czkawka czwartego dnia nie dawała mi spokoju. Ciało pachnie a raczej śmierdzi takim trochę mdłym zapachem. Nic mnie nie boli. Dalej nie mogę spokojnie spać, ani zagrzać się.
  • 7-9 Dzień. Czuję się bardzo wycofany, niczego nie chcę robić fizycznie. Mój stan można porównać do zmielonego, przetrawionego i wyrzyganego. Zmęczenia już takiego nie ma jak w poprzednich dniach. Język obłożony przez cały czas tak samo. Pamiętam swoje sny dokładnie. Śpię do 12 i jeszcze drzemki w ciągu dni robię sobie, masakra. 
  • 10 Dzień. Czuję się lepiej, tak jakby mi jakiś ciężar spadł przyczepiony w ostatnich dniach. Język jest mało obłożony. Spałem jak na tą głodówkę nawet dobrze, chociaż do ideału brakowało sporo.

Każda głodówka jest inna, ta była taka nijaka? Nie było jasnego umysłu, przypływu energii i radości, za to przybicie było i to mocne. Bólów nie było poza mięśniami. Ponownie jak w poprzedniej głodówce bóle stawów się wyciszyły. Wychodziłem tym razem na wywarze z warzyw, na grejpfrucie zamarzłbym na kość. Dalsza część jedzenia wyglądała dosyć podobnie, też około 7-8 dnia wróciłem do normalnego już menu. Gdy wychodziłem miałem przeciwne sny, nie tyle fantastyczne co nierealne i pozbawione logiki. Bardzo rzeczywiste jednocześnie w odczuciu. Dopiero piątego dnia wyjścia wróciło właściwe odczuwanie temperatury, miło było znów nie marznąć. Tym razem nawyki jest mi dużo łatwiej utrzymać, nie kusi mnie ani trochę do drożdzówek, słodyczy, fastfoodów za czym wcześniej przepadałem. Ciśnienie obniżyło mi się nieznacznie i tak już pozostało. Co ciekawe i zaskakujące bardzo złagodniała mi alergia na koty. Wcześniej samo przebywanie w pomieszczeniu gdzie był kot powodowało katar, łzawienie oczu i kichanie oraz zaczerwienienie skóry po głaskaniu. Obecnie takich objawów nie mam nawet po kilku godzinach spędzonych jak poprzednio. Niestety nie mam zwierzaka w domu, więc nie jestem w stanie sprawdzić jak na dłuższą metę mój organizm zareaguje na zwierzaka.